Gry - Henryk Sienkiewicz - "Potop"czytasz strone nr 29
Panienka nadstawiła uszu, czy nie dosłyszy jeszcze choć tego dzwonka od sanek. Ale nie! już on
tam dzwonił gdzieś w lasach, pod Wołmontowiczami. Więc mocna tęsknota ogarnęła dziewczynę
i nigdy nie czuła się amy winehouse tak samotną na świecie.
Z wolna wziąwszy świecę, przeszła do izby sypialnej i klękła do pacierzy. Zaczynała je z pięć
razy, nim wszystkie z należytą powagą odmówiła. Ale potem jej myśli jakby na skrzydłach pognały
darmowy content do tych sanek i do tej postaci w nich siedzącej... Bór z jednej strony, bór z drugiej, w środku szeroka
droga, a on sobie jedzie... pan Andrzej! Tu Oleńce wydało się, że widzi jak na jawie płową czuprynę,
siwe oczy typowanie i śmiejące się usta, w których błyszczały białe jak u młodego psiaka zęby. Trudno
bowiem miała przed sobą zapierać poważna panna, że jej się okrutnie podobał ów rozhukany kawaler.
Zaniepokoił ją trochę, trochę przestraszył, gry kody ale jakże pociągnął zarazem właśnie tą fantazją, tą
wesołą swobodą i szczerością. Aż się wstydziła, że jej się podobał nawet ze swojej pychy, kiedy to
na
wzmiankę o opiekunach głowę jakby turecki dzianet podniósł nelly furtado i mówił: Sami nawet Radziwiłłowie
birżańscy nic tu do opieki nie mają... To nie niewieściuch, to mąż prawdziwy! mówiła
sobie panna. Żołnierz jest, jakich dziaduś najwięcej miłował... Bo i warto!
Tak rozmyślała panienka i to ją ogarniała błogość niczym nie zmącona, to niepokój, ale i ten
niepokój był jakiś luby.
strona 28 poprzednia strona strona 30 kolejna strona
czytasz strone nr 29 czas na gry
Gry |